Dziecko,  Styl życia

Jak budować odporność u małego dziecka?

Co prawda powoli zapominamy o zimie, jednak temperatury nadal szaleją, a ciepłe ubrania nie opuściły jeszcze naszej szafy. To właśnie w okresie przesileń jesienno-zimowych i zimowo-wiosennych najczęściej borykamy się z małymi przeziębieniami, ale też niestety z cięższymi chorobami. Na każdym kroku spotykamy zakatarzonych ludzi, którzy są dla nas potencjalnym „zagrożeniem”. Bez dwóch zdań wystawiają oni naszą odporność na wielką próbę. 😉

Ostatnio podjęliśmy decyzję o puszczeniu naszej małej Matyldy do żłobka, a to spowodowało lawinę dyskusji na temat przedszkolnych chorób, które są w pewnej mierze nieuniknione. Nie jesteśmy z natury chorowitą rodziną, a Matylda w ciągu swojego 18-miesięcznego życia tylko raz była przeziębiona i kilka miesięcy temu przeszła trzydniówkę. Ja i Klaudia chorujemy RAZ do roku. Zawsze na jesień 😉 dokładnie wtedy, kiedy atakują pierwsze naprawdę chłodne dni. Postanowiliśmy przyjrzeć się naszemu codziennemu funkcjonowaniu, podyskutować, rozłożyć na czynniki pierwsze nasze przyzwyczajenia i tak oto chciałem się podzielić z Wami naszym poglądem na problem, który nurtuje większość rodziców – jak budować odporność u swojego dziecka? Jak wzmocnić organizm malucha? Jak wspomagać go w walce z przeziębieniami? W końcu zdrowe dziecko to szczęśliwe dziecko! A rodzice jeszcze bardziej 😀

1. Odporność mieszka w jelitach!

To jest coś, co będę powtarzał jak mantrę. To stan układu pokarmowego jest kluczem do budowania odporności! Czy wiecie, że podstawowe komórki układu immunologicznego, czyli limfocyty są w blisko 80% zlokalizowane w jelitach? Dlatego właśnie tak istotne jest, abyśmy jedli to, co nam nie szkodzi. Bardzo ważne jest regularne spożywanie posiłków – jemy częściej, a mniej. Tutaj przyznaję – ze mną jest różnie, ponieważ mam taką pracę, w której nie zawsze jestem w stanie o to zadbać. Jednak jeżeli chodzi o Matyldę – nie ma zmiłuj. Klaudia o to dba i chwała jej za to. Razem staramy się ułożyć menu tak, aby nie brakowało istotnych witamin, minerałów i tłuszczów. Nie jesteśmy psychopatycznie restrykcyjni jeśli chodzi o trzymanie diety (np. od czasu do czasu damy dziecku coś słodkiego), ale mamy pewne zasady, których po prostu nie łamiemy.

Żelazne zasady

Do przyrządzania wszystkiego co jemy staramy się wybierać produkty ze sprawdzonych źródeł – chociaż wiadomo, że czasami jest ciężko z ich ceną i dostępnością. Warto jednak się do tego przyłożyć, żeby na talerzu mogły znaleźć się maksymalnie wartościowe posiłki. Unikamy fast-foodów i przetworzonej żywności – w naszym sklepowym koszyku bardzo rzadko można zobaczyć słodycze czy inne przekąski, a na pewno nie znajdziecie tam gotowych posiłków. Kolejny klucz do zadbania o układ pokarmowy to naturalne probiotyki, czyli kiszonki. Kiszone warzywa zawierają bakterie kwasu mlekowego, które pozytywnie wpływają na trawienie i oczyszczają organizm. Dajcie swoim dzieciom szansę na polubienie kiszonej kapusty czy ogórków! Matylda od samego początku zajada je ze smakiem, a my pilnujemy żeby odbywało się to regularnie. Oczywiście rzeczy, które można zakisić jest całe mnóstwo! My w tym roku mamy zamiar przetestować kolejne przepisy. Kusi nas papryka, rzodkiewka i cukinia 😉

Ulubione śniadanie Matyldy – owsianka z dodatkami 😉
Samodzielnie przygotowany posiłek ma prosty i znany nam skład
Słodkie uzależnienie

Cukier, cukier, cukier… Ja i Klaudia niestety jesteśmy w pewnym sensie od cukru uzależnieni (dzięki rodzice! ;)), ale Matyldę póki co udaje nam się od tego chronić. Problem pojawia się najczęściej u dziadków, którzy sami wiecie jacy są – chcą dać swojemu ukochanemu wnukowi wszystko co najlepsze i najsłodsze 😉 od czasu do czasu przymykamy na to oko, ale jednak stawiamy granice. Jak wiecie cukier nie jest nam do niczego potrzebny. Wszystkie zdrowe węglowodany są dostępne w innych produktach i są w stanie zapewnić nam wystarczającą ilość energii. Ze względu na moją ciężką fizycznie pracę czasami korzystam z dużej dawki cukru w postaci batonika, czekolady, posłodzonej herbaty/kawy. Jednak dzieciom możemy tego oszczędzić. Cieszy nas to bardzo, kiedy Matylda mając do wyboru słodzony napój i wodę – wybiera to drugie.

Zachciankę na coś słodkiego możemy zaspokoić całym mnóstwem, różnorodnych owoców – korzystajcie z tego! A wszelakiego rodzaju wypieki, naleśniki, placuszki etc. można osłodzić bananem czy daktylami. Zerknijcie sobie na przepisy dla najmłodszych na Alaantkowe – dziewczyny wiedzą co mówią. Polecam! Pamiętajcie, że pustą energię z cukru dziecku jest bardzo ciężko spożytkować – jest niepotrzebnie pobudzone i ma problemy z koncentracją. A długotrwałe spożywanie dużej ilości cukru uzależnia i może powodować u dziecka otyłość, a także cały zestaw innych schorzeń.

Maluch jest słodki sam w sobie – chyba nie potrzebuje dodatkowego cukru? ;D

2. Napój Bogów, czyli niezastąpione mleko matki.

Karmienie piersią to jest bezapelacyjnie najlepszą rzeczą, jaką matka może podarować swojemu nowonarodzonemu dziecku. Oprócz niezwykle potrzebnej bliskości, miłości, czułości i więzi mleko matki pomaga chronić maleńki organizm przed chorobami i wspomaga odporność. Zmniejsza ono ryzyko zachorowania na infekcje bakteryjne, a jeżeli nawet się przytrafią – dziecko przechodzi je łagodniej i szybciej. Karmiąc piersią mama przekazuje dziecku istotne przeciwciała, probiotyki i prebiotyki, a te są jak już wspomniałem – kluczem do usprawniania pracy jelit. Drogie Mamy – jeżeli tylko możecie to karmcie swoje maluchy. A po naszej męskiej stronie będzie leżało wspieranie Was w tej decyzji jak najdłużej 😉 Prawda Koledzy?

3. Naturalni sprzymierzeńcy

W okresie chorobowym w naszym domu króluje czosnek, cytryna, miód, imbir, kurkuma i sok malinowy. Produkty te są niezastąpione zarówno w ochronie przed wirusami, jak i w walce z chorobą. Dodajemy je wszędzie, gdzie tylko pasują. Imbir ma właściwości przeciwzapalne, łagodzi mdłości i wspomaga trawienie. Kurkuma działa przeciwzapalnie i przeciwutleniająco. A smak herbaty z cytryną, miodem/sokiem malinowym już zawsze będzie kojarzył mi się z zimą. W tym miejscu chciałem podzielić się z Wami przepisem na nasz magiczny wywar ekspresowo stawiający na nogi. Popijamy go wszyscy – Matylda również.

Składniki:

  • imbir
  • kurkuma
  • cytryna
  • miód
  • szczypta chilli

Przepis:

Imbir i kurkumę kroimy w plasterki. Do małego garnka wlewamy wodę, wrzucamy imbir i kurkumę i gotujemy na małym ogniu przez kilka minut. Przelewamy do dzbanka, wciskamy sok z cytryny, ścieramy skórkę (pamiętajcie o dokładnym umyciu/sparzeniu!). Jak przestygnie – dodajemy miód i szczyptę chilli. Kapsaicyna zawarta w ostrej papryczce wspomaga przyswajanie witamin z pozostałych składników. Pić kilka razy dziennie, a na wieczór polecam duży kubek z większą ilością chilli. Ostrzegam, że możecie się trochę spocić, więc przygotujcie sobie coś na przebranie 😉

Odporność od kuchni

Ja nie przepadam i prawdopodobnie nigdy nie wezmę tego do ust, ale doskonałym wynalazkiem jest syrop z cebuli. Klaudia postawiła Matyldę na nogi tym specyfikiem w dwie doby podczas przeziębienia. Jest za to coś, co uwielbiam i mogę jeść codziennie – ROSÓŁ. Jaki kto lubi 😉 Trzeba pamiętać, że musi gotować się długo na bardzo wolnym ogniu, żeby uwolnić wszystkie wartości odżywcze z mięsa. Takie są zasady przygotowania wszystkich zup kolagenowych, czyli potocznie „na kościach”. Nie żałujcie również warzyw, a już na talerzu posypcie zupę natką pietruszki (zawiera dużo wit.C). My uwielbiamy rosół wielomięsny – przynajmniej z trzech rodzajów mięsa, ale to kwestia gustu i wybrania tego, co smakuje Wam najbardziej.

Profilaktycznie jadamy również świeży czosnek w różnych postaciach, np. w maśle czosnkowym, na grzankach lub zblendowany z czarnymi oliwkami na pastę. Pycha!

Warto zagłębić się w lekturę na temat ziół. My stosujemy ich w kuchni bardzo dużo. Oregano, majeranek, czosnek niedźwiedzi, tymianek, rozmaryn to nasze ulubione zioła pasujące do mięs i nie tylko. Ale jest cała gama innych, które trafią we wszystkie gusta.

4. Aktywność na świeżym powietrzu

W związku z tym, że pracujemy w głównej mierze na świeżym powietrzu nie mamy problemu, żeby wychodzić z Matyldą na spacery w niemal każdą pogodę. Jesteśmy zahartowani i mamy nadzieję, że nasza córka podziękuje nam w przyszłości za tę lekcję odporności. Wiemy, że nie ma nic lepszego, jak przyzwyczajenie do radzenia sobie ze zmianami pór roku, czyli wkomponowanie swojego organizmu do naturalnego cyklu zmian długości dnia, temperatury, nasłonecznienia etc.

Zima jest niestety porą roku, która nie oszczędza nas jeśli chodzi o smog. Bardzo aktualny problem, zwłaszcza w miastach i na ich obrzeżach. My mamy szczęście, że w naszej okolicy nie jest tak tragicznie, ale ostrożnie podchodzimy do tematu i monitorujemy alerty przez popularne aplikacje. Nie wychodzimy na zewnątrz za wszelką cenę. Trzeba nauczyć się odpuszczać, bo zdrowie jest najważniejsze. Natomiast, kiedy przychodzi upragniona wiosna nadrabiamy zaległości i w zasadzie większą część dnia spędzamy na zewnątrz. Plusy mieszkania na wsi – zawsze jest coś ciekawego do zrobienia 🙂

Spacer wczesną, jeszcze chłodną wiosną 🙂
Zima
Lato w pełni 😉
Sport – zdrowy nałóg!

Warto złapać sportowego bakcyla, który zmobilizuje nas do wyjścia na zewnątrz. My mamy swoje konie, dla których z miłą chęcią wychodzimy w każdą pogodę. I tutaj po raz kolejny udało nam się zarazić nasze dziecko, dla którego dzień bez wizyty na padoku to dzień stracony. I niech tak pozostanie! Na wiosnę przymierzamy się do wycieczek rowerowych – muszę sobie tylko kupić rower 😉 Oczywiście jest mnóstwo innych sportów, które możecie trenować na świeżym powietrzu – do wyboru do koloru.

Bieszczady 2018

5. Nie przegrzewaj!

W zasadzie ten podpunkt powinien znaleźć się zdecydowanie wyżej, bo według mnie jest on kluczowy w budowaniu odporności dziecka. Odwieczny problem pojawiający się na wszystkich forach internetowych, grupach na Facebooku i dyskusjach rodzinnych. Jaką temperaturę utrzymywać w domu, gdy pojawia się maluch? Uwierzcie mi, że młody organizm nie potrzebuje temperatury jak w inkubatorze 😉 19-20 stopni z całą pewnością wystarczy. My lubimy mieć w nocy stosunkowo chłodno, więc dla nas najbardziej optymalne jest 17-18 stopni. Zdarza nam się bywać u znajomych, którzy mają zdecydowanie za wysoką jak na nasze standardy temperaturę i nie czujemy się w tych warunkach komfortowo.

Czym innym jest wysoka temperatura w tropikach, a czym innym w kilkudziesięciometrowym mieszkaniu. A zwłaszcza jeżeli na zewnątrz jest poniżej zera. Zdecydowaliśmy się świadomie ograniczyć różnicę temperatur w naszym otoczeniu co pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie i odporność. Czasami zdarza nam się „podkręcić atmosferę” w domu (zwłaszcza kiedy mają odwiedzić nas ciepłolubni znajomi lub rodzina), ale Matylda bardzo szybko demonstruje swoje niezadowolenie. Jest małym Eskimosem po rodzicach 😉

Zakładać czapeczkę? 😉

Podobnie ma się sprawa z ubieraniem dziecka. BARDZO ważne jest, żeby zawsze dostosować ubiór do temperatury i pogody! Jesteśmy młodymi rodzicami, ale nigdy nam się nie zdarzyło doprowadzić do sytuacji, w której Matylda trzęsła się z zimna lub spociła przez za ciepłe ubranie. W przypadku noworodka obowiązuje oczywiście zasada, że zakładamy jedną warstwę więcej, niż my mamy na sobie. Później jednak starajmy się ubierać dziecko tak, jak siebie samych – wtedy mamy pewność, że wszyscy czujemy się komfortowo. Jeszcze jedna istotna sprawa – trzeba pamiętać, że inaczej ubierzemy malucha przy np. -5 stopniach w sytuacji, kiedy jedzie bez ruchu w wózku, a inaczej gdy wypuszczamy wolno tą ruchliwą bestię i dajemy jej pokonywać trasę na własnych nogach.

Dlaczego jest to tak istotne w budowaniu odporności? Z jednej prostej przyczyny – organizm dziecka uczy się właściwej termoregulacji, a naszym zadaniem jest to wspierać, a nie zaburzać. Zbyt duża amplituda temperatur nie jest zdrowa. Dobrym przykładem jest sytuacja, kiedy ciepło ubrane dziecko wsadzamy do fotelika w zimnym samochodzie. Po czym nagrzewamy do temperatury 21/22 stopnie i po kilkunastu/kilkudziesięciu minutach wyciągamy przegrzanego i spoconego malucha na spacer w -10 stopniach. To jest duży i niepotrzebny szok termiczny 🙂

Tajlandia 2018, Matylda bez czapeczki 😀

6. Suplementy

Mieszkamy w takim klimacie, że niestety stale lub sezonowo musimy suplementować pewne witaminy. Najważniejszą z nich jest witamina D3. Tak naprawdę powinien ją przyjmować każdy z nas, ale w przypadku małych dzieci jest to konieczność! Niedobory tej witaminy mogą nieść za sobą poważne konsekwencje, w tym znaczne obniżenie odporności. Najlepiej jest skonsultować się ze swoim lekarzem, który odpowiednio dostosuje dawkę i rodzaj preparatu.

Czasami kiedy widzimy, że w okolicy lub u znajomych, z którymi się spotykamy grasuje jakieś choróbsko podajemy Matyldzie witaminę C (np. Cebion). To silny antyoksydant i znacznie podnosi odporność w trakcie zażywania, ale też pomaga w zwalczaniu infekcji. Warto zaopatrzyć apteczkę 🙂

Jak już wspomniałem – odporność mieszka w jelitach, więc przed wyjazdem i w trakcie podróży zawsze dajemy Matyldzie probiotyk (sami również go zażywamy). Więcej na temat znaczenia probiotyków pisałem wyżej 😉

Budowanie i wspieranie odporności to składowa wielu elementów, które w brew pozorom są jak widzicie bardzo oczywiste. Pamiętajcie jednak, że w przypadku jakiejkolwiek choroby warto skonsultować się z zaufanym lekarzem! Tak, jak już pisałem – zdrowe dziecko to szczęśliwe dziecko, a rodzice jeszcze bardziej!

A jakie Wy macie sposoby na odporność? Dajcie znać i zaskoczcie mnie! 😉

Śledź nas i polub:
Follow by Email
Facebook
Facebook
Instagram

2 komentarze

  • Miły

    Moim zdaniem do fragmentu o witaminach powinieneś dodać dopisek, żeby robić BADANIA przed i jakiś czas po suplementacji. Koleżanka miała przypadek „przegięcia” z C. Dziecko w szpitalu…

    • TataGrześ

      Zgadzam się w 100%. Dlatego napisałem, że zawsze dobrze jest skonsultować się z lekarzem, który dobierze odpowiednie dawki. Ale oczywiście badania warto robić nawet na własną rękę. My w drugim miesiącu życia Matyldy skontrolowaliśmy wit D. (obstawialiśmy niski poziom – zima, szaro-buro). Okazało się, że była ona powyżej górnej granicy normy i musieliśmy na jakiś czas zaprzestać suplementacji 🙂 Tak więc masz całkowitą rację – warto robić badania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.