Podróże

Krótka podróż po Kambodży z dzieckiem

Królestwo Kambodży leży w Azji południowo-wschodniej i graniczy z Tajlandią, Laosem i Wietnamem. Stolicą Kambodży jest Phnom Penh, a dominującą religią jest buddyzm. Kraj ten ma ciężką, smutną i mroczną historię związaną z krwawym terrorem Czerwonych Khmerów (od roku 1976), a rany wyrządzone przez reżim Pol Pota goją się do tej pory. Na każdym kroku można zauważyć przykre skutki tamtych czasów – Kambodża bardzo pomału, ale zawzięcie próbuje stanąć na nogi. Z całą pewnością spotkacie wiele okaleczonych osób, które są ofiarami terroru. Bardzo istotną informacją jest to, że raczej nie wypada rozmawiać z napotkanymi, nieznajomymi osobami o ciemnej stronie historii ich narodu. Ludzie muszą żyć z tymi wydarzeniami każdego dnia. I każdego dnia mija się na ulicach „ofiara” z „katem”. Możemy sobie tylko wyobrazić jakie to jest trudne. Czy w takim razie Kambodża to dobre miejsce do podróży z dzieckiem? Czy jest bezpiecznie?

Mieszkańcy

Dla mieszkańców niezwykle ważna jest edukacja najmłodszego pokolenia, co jest karkołomnym wyzwaniem w kraju, w którym szkoły i cała inteligencja zostały zgładzone. A jednak młodzi ludzie całkiem nieźle posługują się językiem angielskim. Wielkim zaskoczeniem była dla nas sytuacja w małej aptece na obrzeżach Siem Reap. Potrzebowaliśmy zakupić pampersy dla Matyldy i dokładnie to chcieliśmy przekazać Pani sprzedawczyni. Niestety kompletnie nie wiedziała o co nam chodzi i zawołała swoją może 8-letnią córkę, która pięknym, płynnym angielskim dogadała się z nami w trzy sekundy 😉 aż serce rośnie! W kraju, w którym większość mieszkańców to analfabeci.

Miejscowa apteka

Jeszcze jedna rzecz dotycząca khmerskiej młodzieży. W każdym turystycznym miejscu (np. Angkor) będziecie spotykać dzieci, które za symbolicznego 1$ („one dolar” będzie dźwięczało Wam w uszach przez cały pobyt) będą próbowały sprzedać Wam przeróżne drobiazgi. Będą też dzieci, które wprost zajmują się żebractwem. Według mnie każdy powinien w granicach swojej moralności i etyki zastanowić się, czy wspieranie tego modelu zdobywania pieniędzy jest pomocą dla tamtejszych rodzin. Czasem warto dać wędkę, a nie rybę. Możliwości wsparcia mieszkańców Kambodży jest bardzo wiele – można dołączyć się do organizowanych zbiórek pieniędzy/przedmiotów, a nawet w ramach swojej własnej inicjatywy zostać wolontariuszem i np. pomóc dzieciom w nauce języka angielskiego, który otworzy przed nimi wiele dróg. Mieszkańcy żyją w ogromnej biedzie, która jest zjawiskiem tak powszechnym, że widać ją dosłownie WSZĘDZIE. Jednak mimo to są ujmująco ciepłym i serdecznym narodem! Będziecie zaskoczeni ile szczerości jest w ich uśmiechach 🙂

Nocny targ w Siem Reap
Buddyjscy mnisi i ich zamiłowanie do elektroniki 😀

Waluta i wiza

Walutą obowiązującą w Kambodży jest riel kambodżański, a w miejscach, gdzie dotarła turystyka powszechne stało się operowanie dolarami amerykańskimi. Ceny w restauracjach, hotelach, biurach podróży są podane w dolarach, ale nie zdziwcie się jeżeli reszta zostanie wydana w rielach 🙂 Nas zaskoczyło to na targu w Siem Reap i szczerze mówiąc nie wiedzieliśmy nawet jaki jest przelicznik. Przyjęliśmy resztę wierząc w uczciwość Khmerów – jak się okazało słusznie. Wrzucam Wam jednak kurs walut na styczeń 2019, żebyście nie musieli się później stresować, że zostajecie właśnie oszukani. Pamiętajcie, że riele nie przydadzą się Wam poza Kambodżą – nie można ich nigdzie wymienić. Dlatego jeżeli nie zostawiacie ich na pamiątkę – wydajcie je na miejscu.

1 dolar = ok. 4000 rieli kambodżańskich (KHR)

W Kambodży na granicy musicie opłacić i wyrobić wizę – koszt 30$. Pamiętajcie, żeby mieć ze sobą fotografię. Jeżeli zapomnicie to nic wielkiego się nie stanie, ale trzeba dopłacić do wizy kilka dolarów.

Pierwsza styczność z rielami

Jak dotrzeć?

Z Europy do Kambodży możecie dostać się samolotem do stolicy Phnom Penh lub Siem Reap, ale równie dobrze możecie znaleźć loty do innego kraju Azji południowo-wschodniej i stamtąd również samolotem dolecieć do jednego z tych portów lotniczych. Opcji jest dużo – są tańsze i droższe, wygodne i mniej wygodne. Będąc w Azji można skorzystać z transportu drogą lądową (o przekraczaniu granicy z Tajlandią pieszo pisałem TUTAJ) i na pewno jest to bardziej ekonomiczna wersja. Wszystko zależy jaki macie plan podróży i czy czujecie się na siłach, żeby zmierzyć się z wielogodzinną jazdą autobusem/pociągiem. Tak czy siak polecam poszperać za lotami na ogólnodostępnych wyszukiwarkach, np. skyscanner czy momondo. Na kilka tygodni przed podróżą powinniście znaleźć całkiem fajne ceny na loty w Azji. Jeżeli wybieracie się na kambodżańskie wyspy (Koh Rong, Koh Rong Sanloem) to spróbujcie zapolować na loty na lotnisko w Sihanoukville. 🙂

lotnisko w Siem Reap
Bezpłatny transfer z hotelu – nasz niezastąpiony Soth 🙂

Bezpieczna podróż z maluchem

To był chyba najczęściej poruszany przez znajomych i rodzinę aspekt naszej podroży. Wiele razy usłyszeliśmy, że przecież „tam jest niebezpiecznie, brudno, bieda i choroby”. Teraz z perspektywy czasu mogę Wam powiedzieć, że w Kambodży czuliśmy się naprawdę BEZPIECZNIE. Nikt nie chciał nas okraść, oszukać, porwać czy pobić. Nikt nie czaił się za rogiem, żeby zabrać nasze dziecko. Moja rada – w Kambodży, jak w każdym innym kraju – powinniście zachować podstawowe względy bezpieczeństwa i higieny, a zobaczycie, jak życzliwy i miły to naród.

My zawsze stosujemy się do kilku zasad, które dają nam wewnętrzny spokój na całym świecie.
  • nie lansujemy się, nie obnosimy z kasą
  • nie nosimy super, hiper drogich rzeczy na sobie, pieniędzy na zewnątrz, najlepszych zegarków czy biżuterii
  • staramy się być uśmiechnięci, mili i życzliwi w stosunku do mieszkańców
  • nie wywyższamy się w żadnym miejscu i w żadnej sytuacji – sami wiecie, że takie zachowanie budzi niechęć i złe nastawienie
  • jeżeli mieszkańcy ostrzegają, że lepiej gdzieś się nie zapuszczać – nie robimy tego na siłę
  • szanujemy odmienną kulturę pamiętając, że jesteśmy u kogoś w „domu”
  • rozmawiamy z ludźmi i poznajemy panujące obyczaje
  • przed podróżą staramy się poznać bliżej historię i tradycje danego regionu, chociażby po to, żeby nie zaliczyć wtopy 🙂
  • dbamy o higienę rąk i jedzenia, a odkąd pojawiła się Matylda to uważamy zdecydowanie bardziej
Podróż naszym ukochanym tuk-tukiem
Pyszny obiad w Angkor – jedzcie tam, gdzie widzicie, że jest czysto i kucharze dbają o higienę!

Rzecz, na którą naprawdę warto uważać to komary. W Kambodży spotkaliśmy ich trochę i nie uniknęliśmy też pojedynczych ukąszeń. Ważna sprawa – środki odstraszające owady (dla dorosły z DEET, dla malucha dobrze kupić lokalny, naturalny środek np. Citronella), moskitiery, a w okolicznościach, w których komarów można spotkać wiele – warto ubrać długi rękaw i długie spodnie (np. wschód słońca w Angkor). Więcej o bezpieczeństwie w Azji, chorobach i innych ważnych aspektach przeczytacie TUTAJ i TUTAJ.

Hoteli macie tutaj do wyboru do koloru – w różnych cenach. Każdy znajdzie coś dla siebie 🙂 Ogólnie nie jest drogo – nawet taniej niż w Tajlandii.

A my mamy dla Was zniżkę na rezerwację na booking.com! Po kliknięciu w LINK dostaniecie 50 zł zniżki! Bierzcie i korzystajcie!

Garden Wheel Residence w Siem Reap – gorąco polecamy!
Relaks w hotelowym basenie

Jak zaplanować kilka dni w Kambodży z dzieckiem?

Angkor

Tutaj chyba nikogo nie zaskoczę jeżeli powiem, że kompleks Angkor w Siem Reap to totalne „must see” podczas podróży do Kambodży. Angkor jest największym na świecie kompleksem świątynnym, który do XV wieku był stolicą wielkiego Imperium Khmerskiego. Najpopularniejszymi świątyniami w Angkor są Angkor Wat (największa i najbardziej znana), Bayon oraz Ta Prohm. Jednak jest to tylko kropla w morzu tego co możecie tam zobaczyć!

Wschód słońca Angkor Wat
Widok z głównej części świątyni Angkor Wat – na górę nie wejdziecie z maluszkiem, więc trzeba rzucić monetą kto zostaje na dole 😉
Bayon

Ta Prohm

Informacje praktyczne

Macie do wyboru wejściówki 1-dniowe (37$), 3-dniowe (62$) i 7-dniowe (72$). My zdecydowaliśmy się niestety tylko na jeden dzień zwiedzania. Wydawało nam się, że z maluchem może to być monotonne i męczące. Nie pytajcie jaki był nasz niedosyt po jednym dniu spędzonym w Angkor! Z całego serca polecam Wam 3-dniowe zwiedzanie! Jest tam co robić, każda świątynia jest inna, a rozłożenie wszystkiego na kilka dni sprawi, że nie będziecie tak zmęczeni. Upał i wilgotność powietrza jest momentami zabójcza. Jeżeli do tego dodacie malucha w nosidle… wyobraźcie sobie 🙂 Matylda była dzielna i doskonale się bawiła. Dużo spała, piła mnóstwo wody. Kolejny raz wydaje mi się, że radziła sobie z klimatem lepiej niż my!


Najpopularniejszymi sposobami zwiedzania Angkor są rowery oraz tuk-tuki. Z wiadomej przyczyny wybraliśmy drugą opcję. Zdecydowaliśmy się na wybór kierowcy z naszego hotelu i to był strzał w dziesiątkę. Soth z Garden Wheel Residence okazał się punktualnym, słownym i przemiłym gościem! Zagadywał, starał się ogarnąć wszystko tak, jak chcieliśmy. Miał ze sobą niekończące się ilości wody, którą ratował nas między kolejnymi świątyniami 🙂 Polecam! Koszt kierowcy z tuk-tukiem to 15-18$ (z takimi cenami się spotkaliśmy). Dodatkowo, jeżeli chcecie wybrać się na wschód/zachód słońca – doliczą pewnie kilka dolarów. My zdecydowaliśmy się zobaczyć wschód słońca i mimo ogromnej ilości ludzi to był cudowny widok!

Most prowadzący do Angkor Wat… i tłumy turystów 🙂
Co prawda wschodu słońca przy Angkor Wat nie da się podziwiać w samotności, ale nadal warto!
Podczas, gdy Wy zwiedzacie – kierowcy relaksują się i drzemią na hamakach w swoich tuk-tukach. Pamiętajcie, żeby umówić się ze swoim kierowcą w konkretnym miejscu albo wymieńcie się numerami telefonu – będzie łatwiej się znaleźć w tłumie 🙂

Co zabrać ze sobą:

  • DUŻO wody!
  • coś lekkiego do jedzenia
  • aparat – naładowany z dużą ilością pamięci, bo jest tyle wspaniałych zakamarków wartych uwiecznienia!
  • nakrycie głowy
  • polecam długie spodnie/spódnice/sukienkę i zwiewną koszulę do narzucenia
  • krem z filtrem UV
  • spray na komary
  • chusteczki – mokre (polecam Water Wipes dla dzieci) i zwykłe – uwierzcie mi, że będziecie wiecznie spoceni 😛
  • coś przeciwdeszczowego może się przydać (lekka pelerynka?)
  • wygodne buty (raczej przewiewne sandały niż trapery :P)
  • dla malucha oprócz wspomnianych wyżej rzeczy – dobrze jest zabrać lekkie przekąski, owoce, pieluchę (można ją zmoczyć i schłodzić dziecko), pampersy i co tam jeszcze używacie na co dzień (np. u nas sprawdziła się zasypka, której używaliśmy pod pampersa i świetnie chroniła przed odparzeniami)
  • zastanówcie się nad tym, czego nam mega brakowało – parasolka chroniąca od słońca! Niosąc dzieciaka w nosidle sprawdziłaby się doskonale.
Uwaga!

Jeżeli zdecydujecie się pospacerować poza wyznaczonymi, wydeptanymi i uczęszczanymi drogami w Angkor – uważajcie gdzie stawiacie nogi! Ja o mały włos nie nadepnąłem na węża, który jak się później okazało był gatunkiem jadowitym. Może nie zabiłby mnie, ale pewnie popsułby nasz wyjazd i pokrzyżował plany.

O dokładnie tutaj spotkałem się z wężem!

Po intensywnym dniu spędzonym w Angkor już rozumiem dlaczego ściąga ono takie rzesze turystów! Warto, warto, warto! Muszę przyznać, że to było moje wielkie marzenie, ale nigdy, przenigdy nie spodziewałem się, że spełni się w towarzystwie moich dwóch, kochanych dziewczyn. Oglądanie wschodu słońca przy Angkor Wat z Matyldą wtuloną we mnie to było coś niesamowitego! Czysta magia 🙂

Tonle Sap – floating villages

Tonle Sap to największe jezioro w Azji południowo-wschodniej. Gigantyczne wrażenie robią „pływające wioski” – zwłaszcza w porze deszczowej (w porze suchej często jezioro na terenie wiosek wysycha!). Totalnie inny świat i choćby dlatego warto się tam wybrać. Do wyboru macie położoną najbliżej Siem Reap – Chong Kneas, nieco dalej jest Kampong Phluk (byliśmy i polecamy!), a najdalej znajduje się Kampong Khleang. Jadąc tuk-tukiem możecie zerknąć jak wygląda życie na kambodżańskiej wsi 🙂

Stacja benzynowa 😉
Jezioro Tonle Sap
Łódki, które zabiorą Was do wioski

W wiosce na Tonle Sap żyją całe społeczności, które zamieszkują domy dosłownie wynurzające się z wody – oparte na palach, beczkach i w zasadzie na czym popadnie. Domki są kolorowe, a mieszkańcy oddają się swoim codziennym zajęciom – gotują, piorą, sprzątają, wypływają na połowy, dzieciaki bawią się i bujają w hamakach. Niektórzy z nich krążą swoimi łodziami i sprzedają nadpływającym turystom przekąski i zimne napoje 🙂 Ogromnym plusem Kampong Phluk jest możliwość przepłynięcia się po lesie, którego drzewa zanurzone są w wodzie. Bajka! Wygląda to niesamowicie! Jeżeli wybierzecie się nad Tonle Sap w godzinach popołudniowych z pewnością zostaniecie zabrani na zachód słońca. To jest CZAD! Tuż przed zachodem wszystkie łódki spływają na środek jeziora – młodzi Khmerowie imprezują, tańczą i bawią się w najlepsze, a Wy obserwujecie niezwykły i niezapomniany zachód słońca.

Las wyrastający z wody
Zachód słońca Tonle Sap
Informacje praktyczne

Tuk-tuk z kierowcą – 16$. Zabierze Was do Kampong Phluk, gdzie będziecie musieli wypożyczyć łódź za 20$/osobę. Dodatkowo już w samej wiosce jest możliwość wybrania się małą łódką na krótką wycieczkę po lesie wyrastającym z wody za 5$/osobę.

Łódki, które zabiorą Was do lasu na wodzie
Zachód słońca na Tonle Sap

Siem Reap

Samo miasto Siem Reap jest najczęściej traktowane jako noclegownia i baza wypadowa do Angkor. Ewentualnie dobre miejsce, żeby napić się wieczorem piwa za 0,5$ i zjeść coś smacznego. Czy w takim razie warto poświęcić dzień na bliższe poznanie tego miasta, czy tylko tyle ma do zaoferowania?

Oczywiście, że warto! Siem Reap to całkiem miłe miejsce i pozwoli Wam lepiej zapoznać się z Kambodżą. W ciągu dnia możecie wybrać się do War Museum – największego muzeum wojennego w Kambodży. Bilet wstępu kosztuje 5$. Polecamy spędzić kilka godzin na szwędaniu się po centrum miasta – chłońcie atmosferę, próbujcie khmerskiej kuchni 🙂 Wstąpcie do świątyni Wat Preah Prom Rath, kosztujcie owoców na lokalnym targu (rambutany – pycha!), a wieczorem zawitajcie na Pub Street – najpopularniejszą ulicę w Siem Reap.

Pub Street
Spring rolls

Jakie są nasze odczucia po kilku dniach spędzonych w Królestwie Kambodży?

To zdecydowanie za krótko! To jedno z tych miejsc na Ziemi, do których z pewnością wrócimy. Zauroczyli nas ludzie i klimat tej „prawdziwej Azji”, którą chcieliśmy poznać i poczuć. Czas tam spędzony z całą pewnością zmienił diametralnie nasze podejście do życia i świata. Wiele razy serca nam po prostu pękały widząc biedę i skutki niedawnej, mrocznej historii Khmerów. Nabraliśmy jeszcze więcej pokory i tolerancji. Poszerzyliśmy horyzonty myślenia. Szkoda, że nasza mała Matylda nie będzie pamiętać w przyszłości tej podróży i nie wyciągnie takich głębokich wniosków jak my. Ale jak tylko podrośnie, zacznie pytać i rozumieć otaczający świat to obiecuję – wrócimy tam na dłużej 🙂 Poszwędamy się po Phnom Penh, poleniuchujemy na jednej z wysp i damy się ponieść naszym nogom przez Góry Kardamonowe. Kambodża to coś więcej niż Angkor – pamiętajcie!

Jeżeli podobał Ci się mój tekst – koniecznie daj znać! A jeżeli chcesz być na bieżąco z naszymi podróżami i przemyśleniami – wpadnij na Facebook i Instagram! 🙂

Śledź nas i polub:
Follow by Email
Facebook
Facebook
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.