Podróże

Pierwsza daleka podróż z niemowlakiem – to się musi udać! (cz. II)

Nareszcie nadszedł upragniony weekend i znalazłem spokojną, wolną chwilę na stworzenie drugiej części wpisu o podróży z niemowlakiem. Tak więc oto ona! Mam nadzieję, że uda mi się zweryfikować kolejne, pełne obaw poglądy na temat rodzinnych wypraw na drugi koniec świata 😉 Kto jeszcze nie czytał części pierwszej wpada TUTAJ, a my lecimy dalej!

Choroby

Podróżując z małym dzieckiem chyba każdy rodzic gdzieś z tyłu głowy ma obawy o zdrowie swojej pociechy. My też mieliśmy, a otaczający nas ludzie niestety nie zawsze pomagali szerząc dziwne teorie i wyssane z palca opowieści. Postanowiliśmy jednak nie dać się zwariować i podjeść do tematu jak należy i poszperać w rzetelnych źródłach. Skupiliśmy się więc na rozmowach z ludźmi, którzy w Azji mieszkają lub od dłuższego czasu podróżują oraz sprawdziliśmy co ma do powiedzenia na ten temat strona MSZ. Dzięki temu okiełznaliśmy nasze obawy i czuliśmy się dobrze przygotowani 😉

Ubezpieczenie

Wybierając się gdziekolwiek za granicę powinniśmy wykupić ubezpieczenie. Moim skromnym zdaniem wyjazd bez ubezpieczenia zdrowotnego to nieodpowiedzialność. Serio. Może się zdarzyć tak wiele rzeczy, na które nie mamy wpływu, że nawet nie potrafię tego ogarnąć moją wyobraźnią. A już w ogóle w przypadku wyjazdu z dzieckiem to jest totalna konieczność. My wykupiliśmy ubezpieczenie podróżne Generali i zapłaciliśmy za naszą trójkę coś w granicach 450 zł. Co do jego działania w praktyce – nie wypowiem się, bo całe szczęście nie musieliśmy z niego korzystać 😉 Większość osób, z którymi rozmawialiśmy podkreśla, że opieka medyczna w Tajlandii jest na bardzo dobrym poziomie. Apteki w miastach są na praktycznie każdej ulicy. Polecam apteki sieci Boots – tam dogadacie się bez problemu po angielsku. W Chiang Mai musiałem wybrać się na spacer w poszukiwaniu specyfiku na zatrucie pokarmowe dla Klaudii i zdecydowanie w aptece Boots najszybciej i najsprawniej mi doradzili co zrobić i co podać 😉

Przyszedł czas na to, żeby zweryfikować w odniesieniu do Azji Południowo-Wschodniej całą niekończącą się listę chorób tropikalnych, którymi straszą ludzie dookoła. Po analizie informacji zawartych na stronie MSZ, rozmowach z lekarzem medycyny podróży wychodzi na to, że powinniśmy uważać na KOMARY i ZATRUCIA POKARMOWE. Nie ma szczepień obowiązkowych, są jedynie zalecane, ale tą kwestię pozostawiam do rozważenia indywidualnie i w porozumieniu ze swoim lekarzem.

1. Denga

Środki odstraszające komary

Główne zagrożenie, które niesie za sobą kontakt z małymi, upierdliwymi komarami to denga. Oczywiście odsetek zachorowań jest niezwykle mały, ale tak czy siak – na komary musimy uważać i chronić się przed ukąszeniami. Przede wszystkim warto zaopatrzyć się w repelenty. Polecam zakupić je na miejscu – są w każdej aptece i 7eleven. Dla dorosłych najskuteczniejszym rozwiązaniem są środki z zawartością DEET, np. znana w Polsce MUGGA.

U dzieci nie stosujcie tego typu repelentu! Mieliśmy okazję widzieć podczas podróży niemowlaka nieopatrznie spryskanego spray’em z DEET i reakcja skórna wyglądała bardzo źle. Dla maluszków możecie kupić na miejscu preparaty na bazie olejków eterycznych (np. Sketolene, Citronella). Pamiętajcie, że należy pryskać się co jakiś czas i przez cały dzień. Komary tygrysie, których ukąszenia niosą za sobą ryzyko dengi występują bardzo często w miastach, w okolicach zbiorników z wodą stojącą. Dodatkowo, są one aktywne głównie w dzień – stąd konieczność stosowania repelentów nie tylko podczas wieczornych wypadów na plażę ;).

Inne sposoby

Kolejnym sposobem na ochronę przed komarami jest moskitiera i zamykanie okien w pokojach. Jeżeli leci z nami mały podróżnik powinniśmy rozważyć wybranie pokoju z klimatyzacją – dzięki temu nie ma konieczności otwierania okien i wietrzenia pomieszczeń, a co za tym idzie – nie zapraszamy insektów do środka 😉 Zawsze jednak warto zrobić szybki skan pokoju, zerknąć za zasłony, otworzyć szafy i w razie czego pozbyć się niechcianych gości. My zabraliśmy również moskitierę do wózka i przyznam szczerze, że przydała nam się kilka razy. Mogliśmy na przykład spokojnie zjeść wieczorem kolację przy plaży, a Matylda smacznie spała obok w pełni chroniona przed małymi bestiami 😉 Większość bungalowów na wyspach jest wyposażona w duże moskitiery nad łóżkiem, ale sprawdźcie zawsze czy nie są dziurawe. Jeżeli w swoim pokoju czy bungalow spotkacie gekona – nie obawiajcie się go i nie wypraszajcie! Jest Waszym zbawicielem, bo szybko eksterminuje wszystkie owady 😉

Jednak to, co będę zawsze powtarzał – najlepszym sposobem na komary jest Wasza rozwaga, umiejętność obserwacji i spokój. Pytajcie mieszkańców, rozmawiajcie, rozwiewajcie swoje wątpliwości, ale nie panikujcie i nie chowajcie się po hotelach. Pewnie zdarzy się, że jakiś komar zrobi sobie na Was ucztę – nieuniknione 😉 Nie ma potrzeby się od razu stresować. Wybierzcie się jednak do lekarza jeżeli wystąpią u Was objawy grypopodobne, wysoka gorączka, mdłości i wymioty. Warto się wtedy skonsultować z kimś doświadczonym, kto potwierdzi lub wykluczy zarażenie dengą i w razie czego wdroży odpowiednie leczenie objawowe 🙂

Citronella – do kupienia w 7eleven

 

Moskitiera nad łóżkiem

 

Nasz przyjaciel gekon 😉

2. Zatrucia pokarmowe

O zatruciach pokarmowych podczas wakacji w innych częściach świata słyszy się bardzo dużo. A bo jeden się napił wody z kranu, drugi coli z lodem, trzeciemu zaszkodził burger w budce przy molo… Ogólnie dość popularny temat urlopowy 😉 W tym względzie co prawda o siebie jakoś specjalnie się nie obawiamy podczas podróży, ale bezpieczeństwo brzuszka Matyldy już trochę nas niepokoiło. W końcu wszyscy wiemy, że cała odporność na zło i choroby tego świata pochodzi z naszego układu pokarmowego, a niemowlęta w starciu z wymiotami czy biegunką są w trudnym położeniu. A zwłaszcza jeśli mówimy o zatruciu w tropikalnym upale.

Szykując apteczkę na wyjazd dużą wagę przywiązywaliśmy do środków, które wspomogą nas w ewentualnej walce z problemami żołądkowymi. Przede wszystkim trzeba pamiętać o elektrolitach, które są nieocenione w nawodnieniu i uzupełnieniu wypłukanych minerałów. Dla dziecka zabraliśmy elektrolity ORSALIT o smaku bananowym (smakował!), a dla nas jakieś polecone przez panią w aptece. Oprócz tego pojechała z nami SMECTA.

Jednak najważniejsza rzecz, o którą trzeba zadbać już przed podróżą to zażywanie probiotyków! Matylda zaczęła przyjmować Dicoflor dwa tygodnie przed wyjazdem, my Enterol jakiś tydzień później i wszyscy kontynuowaliśmy ich zażywanie przez cały wyjazd. Probiotyki przygotowują nasz układ pokarmowy do zmiany flory bakteryjnej i wspomagają w walce z zatruciem. Mega istotna sprawa! Pamiętajcie!

Jak się chronić?

Jeśli chodzi o Tajlandię to szczerze zachęcamy do stosowania się do sprawdzonych przez nas, kilku zasad:

– pijcie wodę BUTELKOWANĄ, ale nie obawiajcie się napojów z lodem, ponieważ w Tajlandii jest on robiony przemysłowo właśnie z wody czystej (tej samej co w butelkach)
– koniecznie zadbajcie o higienę rąk – zwłaszcza przed jedzeniem. Jeżeli nie macie możliwości umyć rąk mydłem pod bieżącą wodą to skorzystajcie z dostępnych żeli antybakteryjnych (np. Carex, a dla malucha Bentley Organic Hand Sanitizer – polecamy zabrać z Polski).
– jedzcie tylko w miejscach, gdzie widzicie jak przygotowują Wasze danie. Wszystko co wygląda świeżo, jest przygotowywane na bieżąco, a dodatkowo przyrządzane w wysokiej temperaturze jest bezpieczne do spożycia. Tak więc nie obawiajcie się street foodu w Tajlandii i jedzcie te wszystkie pyszności, ale bądźcie uważni i obserwujcie. Matylda jadła generalnie wszystko to samo co my (oczywiście nie takie ostre!) i przez całą podróż nic jej się nie działo. Ale to temat na odrębny wpis, bo dzieci też mogą być smakoszami tajskiej kuchni 🙂

A jeśli się już przytrafi?

W Tajlandii kosztowaliśmy mnóstwo dań i przysmaków, ale pomimo naszej ostrożności Klaudii przytrafiło się zatrucie pokarmowe. Wiemy nawet, która potrawa była powodem tego przykrego zdarzenia 😉 Klaudia postanowiła złamać nasze żelazne zasady i kupiła jedzenie, które leżało na stoisku już jakiś czas w ogromnym upale. No cóż, finał był niemiły – dwa dni wymiotów spędzone w hotelowym pokoju (a właściwie łazience :D). Myślę, że gdyby nie probiotyki i przyjmowanie dużej ilości płynów z elektrolitami trwałoby to o wiele dłużej.

Pamiętajcie, że w przypadku niemowląt sprawa jest bardziej skomplikowana i niebezpieczna. Jeżeli dziecku zdarzy się zatrucie i silne wymioty lub biegunka – nie zastanawiajcie się, skorzystajcie z ubezpieczenia i idźcie do lekarza!

Żel antybakteryjny – bardzo polecamy dla malucha!

 

Rodzinny obiad na street food w Chiang Mai

 

Obiad w restauracji w Kambodży

 

Pyszne naleśniki roti na nocnym targu w Bangkoku

 

Owoce na targu w Siem Reap

 

Pad Thai

 

Mango sticky rice

 

Pineapple fried rice

 

Bezpieczeństwo

Każdy jeden rodzic bez względu na to, gdzie się obecnie znajduje – w domu, w pracy czy w podróży – obawia się o bezpieczeństwo swojego dziecka. Mam rację? Z naszej dwójki to niestety ja jestem mistrzem pisania czarnych scenariuszy. Może to wynika z tego, że mam bujną wyobraźnię, a może po prostu wewnętrzne poczucie odpowiedzialności za moją rodzinę? 😉 Albo jestem realistą? Nie wiem.

Jakie są najpopularniejsze lęki związane z bezpieczeństwem dziecka w dalekiej podróży?

1. Ludzie

Tak, tak. My ludzie boimy się innych ludzi. Czy ktoś nie porwie naszego maleństwa? Ktoś go nie skrzywdzi? Azja rozwiała moje obawy, ponieważ tylu przyjaznych, uśmiechniętych i sympatycznych ludzi jak tam, nie spotkałem nigdzie. W każdym miejscu, w którym pojawiliśmy się z Matyldą mogliśmy liczyć na wsparcie i pomoc. Na lotnisku, na granicy Tajlandii z Kambodżą, na wycieczkach czy nawet w restauracji. Wszyscy bardzo pozytywnie reagowali na dziecko i od razu oferowali swoją pomoc, przejście bez kolejki, a nawet opiekę 😉 Uwierzcie mi, że to najpiękniejsza chwila na świecie, kiedy możecie we dwoje skończyć jeszcze ciepły posiłek podczas gdy Wasze dziecko śmieje się w niebogłosy integrując się z Paniami kelnerkami i kucharkami 🙂 I nawet ja, zaborczy tata nie miałem z tym żadnego problemu!

Ani raz nie spotkała nas przykra lub niebezpieczna sytuacja związana z innymi ludźmi.

Elephants at home Chiang Mai

 

 

Kolacja w Chiang Mai

 

Zwiedzanie Angkor Wat

 

Powrót ze snorkelingu Koh Chang

 

2. Zwierzęta

Dość oczywiste, ale warto przypomnieć. Jak nie znamy zwierzęcia to się nie zaprzyjaźniamy na siłę. W naszym życiu zwierzęta są obecne na każdym kroku – mamy psy, konie, po stajni biegają koty i łapią myszy. Dlatego my zawsze będziemy powtarzać naszym dzieciom, że przy zwierzętach trzeba zachować rozwagę, a jeżeli są obce to najlepiej po prostu się zbytnio nie spoufalać. Mimo naszej ogromnej miłości i sympatii do zwierzaków, znamy też ich możliwości. W Azji możemy spotkać sporo bezdomnych psów i mieszkańcy, właściciele hoteli powtarzali nam, żeby ich nie głaskać – oprócz tego, że często są zarobaczone i mają pchły to nigdy nie wiadomo jak zareagują na próby kontaktu z naszej strony.

Na Koh Chang spotykaliśmy naprawdę całe sfory psów, które szwędały się po plaży, a w nocy awanturowały między sobą. Ogólnie nie były agresywne w stosunku do człowieka, ale my uważaliśmy. Myślę, że tak samo wygląda sytuacja w odniesieniu do małp, które też można zobaczyć na każdym kroku.

Oprócz tak oczywistych mieszkańców Tajlandii jak psy, małpy czy słonie możemy spotkać również masę owadów, płazów czy gadów – mniej lub bardziej niebezpiecznych. Warto mieć tego świadomość i patrzeć gdzie stawiamy stopę np. w trakcie wędrówki po dżungli. My spotkaliśmy na swojej drodze w Angkor węża, który jak się później okazało był jadowity i mógł nam przysporzyć wiele problemów.

Przyjaciele Matyldy z Koh Chang ;D

 

Bezdomne psy – Koh Chang

 

3. Wypadki drogowe

Historie o wypadkach w Azji i szarżujących kierowcach to jak się okazuje prawda – np. w Tajlandii odsetek śmiertelnych wypadków na drogach jest naprawdę wysoki. Ruch w dużych miastach jest ogromny, wszyscy się spieszą, a korki są gigantyczne. Ten ciągły chaos skutkuje tym, że spacerując jako piesi często ciężko nam przedostać się na drugą stronę jezdni. My się już nauczyliśmy – trzeba być uważnym, ale pewnym siebie. Nie przebiegać, ale też nie czaić się 🙂

Wśród naszych znajomych kontrowersyjnym tematem było przewożenie małego dziecka w transportach publicznych w Azji. No w końcu w Polsce tak dużą wagę przykładamy do tego, żeby wybrać jak najbezpieczniejszy, atestowany fotelik i dopasować go idealnie do dziecka i samochodu. Aż tu nagle lądujemy w Azji i zderzamy się z rzeczywistością – brak fotelików, szaleni kierowcy często w zdezelowanych pojazdach. I gdzie tu miejsce na niemowlaka? Moim zdaniem są dwa wyjścia – albo wynajmujemy samochód z fotelikiem i w ten sposób podróżujemy po Azji, albo musimy na chwilę odrzucić nasze europejskie standardy. Każde wyjście ma swoje plusy i minusy – decyzja należy do Was 🙂 My korzystaliśmy z różnego rodzaju transportu – od wynajmowanego samochodu, przez łodzie, promy, tuk-tuki, autobusy, taxi, vany, aż po samoloty. Tu również nie spotkało nas nic strasznego 🙂

Ruch uliczy w Bangkoku

 

Tuk-tuk – Bangkok

 

Tuk-tuk – Siem Reap

 

 

Songthaew w Chiang Mai

 

Wieczorna przeprawa promem na Koh Chang

 

Ograniczenia

Teraz chciałem Wam krótko napisać o naszych bardzo osobistych obawach. Trochę egoistycznie baliśmy się o to, że podróż z dzieckiem u boku spowoduje, że będziemy napotykali na ograniczenia na każdym kroku i zmusi nas do rezygnacji z wielu atrakcji. Czy tak się stało? I tak i nie. Nie wynajęliśmy skutera, co trochę nas bolało, bo to fajny sposób na zwiedzanie okolicy. W Angkor Wat jedno z nas musiało zrezygnować z wejścia na sam szczyt świątyni, gdyż nie wpuszczali dzieci do 12 lat. No i na snorkelingu musieliśmy się zamieniać – jedno pływa, drugie pilnuje i później odwrotnie.

Ale teraz patrzcie – zwiedziliśmy kompleks świątyń Angkor, popłynęliśmy na snorkeling, korzystaliśmy z cudownych tajskich masaży jak tylko Matylda ucinała sobie drzemkę, spędziliśmy cały dzień ze słoniami, wędrowaliśmy po dżungli, byłem na lekcji muay thai, zagłębialiśmy się w tajniki tajskiej kuchni na kursie i robiliśmy praktycznie wszystko na co mieliśmy ochotę, a nasze dziecko miało taki sam ubaw jak my! A poza tym tak jak już pisaliśmy – zawsze znalazł się jakiś miły człowiek, który chętnie zajął się na chwilkę Matyldą (oczywiście wszystko pod naszym czujnym okiem!).

W podróżach rodzinnych musimy być gotowi na kompromisy, ale też powinniśmy mieć wewnętrzny luz i chęć poznawania świata i dzielenia się nawzajem wrażeniami! Wtedy gwarantuję Wam, że będzie to niezwykły czas!

Miłe popołudnie na muay thai 🙂

 

Snorkeling

 

Elephants at home Chiang Mai

 

Kurs gotowania w Napalai Thai Cuisine School na Koh Chang

 

Ufff, dobrnęliśmy do końca wielkiej listy obaw i mitów, z którymi na sto procent zetkniecie się jeżeli zdecydujecie się na pierwszą daleką podróż z małym dzieckiem. Mam nadzieję, że znaleźliście w tym artykule chociaż część odpowiedzi na nurtujące Was pytania, a jeżeli szykujecie się pomału do wyjazdu to macie już więcej śmiałości i pewności, że to będzie kolejna przygoda życia!

Dajcie znać jakie Wy macie lub mieliście przemyślenia i obawy! Lajkujcie, dzielcie się wpisem i dyskutujcie! Enjoy!

Śledź nas i polub:
Follow by Email
Facebook
Facebook
Instagram

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.