Podróże

Pierwsza daleka podróż z niemowlakiem – to się musi udać! (cz. I)

Zanim w naszym życiu pojawiła się mała Matylda (a było to już ponad rok temu!) zdarzało nam się podróżować – bliżej, dalej, drożej, taniej… 😉 Moment, w którym dowiedziałem się, że będę tatą był chyba najbardziej emocjonującym w moim życiu. Zaraz obok gigantycznej radości pojawiło się tysiące małych i dużych obaw. Teraz już wiem, że w dużej mierze były one wbite nam do głów przez innych ludzi. Tak właśnie było z podróżami! Naprawdę niezliczoną ilość razy słyszeliśmy, że jak pojawi się dziecko to wszystko się zmieni, że dziecko wymaga ogromnych wyrzeczeń. A już podróżowanie po świecie na pewno stoi na szczycie listy rzeczy, o której powinniśmy zapomnieć. Z małym dzieckiem to raczej tylko wakacje w Polsce, no ewentualnie w jakimś europejskim kurorcie. Najlepiej All Inclusive. Hotelowy basen, plaża, hotelowy basen, plaża… Ludzie mają tendencje do demonizowania podróży z dzieckiem 😉

Teraz otwarcie przyznaję – bałem się, że to prawda. Ale myślę, że pierwszy rok spędzony we trójkę pozwala mi jednak na pierwszą własną weryfikację tych popularnych poglądów i powiem Wam, że DA SIĘ. Wszystko się da, a życie i podróże z dzieckiem mogą być tak samo ekscytujące. Może nawet bardziej, bo w takim zestawie zyskują nowy wymiar!

Bogatszy o nowe doświadczenia podróżnicze (a zwłaszcza ostatnia wspólna wyprawa do Azji Południowo-wschodniej) z małą Matyldą u naszego boku postanowiłem się nimi z Wami podzielić i stworzyć ten dwuczęściowy wpis. Chcę dorzucić swoje parę gorszy, żeby rozwiać popularne wątpliwości i obalić wszechogarniające mity! Szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko, prawda? 🙂

Lot samolotem

To jest chyba jeden z głównych powodów do obaw wśród znanych mi rodziców. A już zwłaszcza loty długodystansowe, trwające często kilka, kilkanaście godzin potrafią mrozić krew w żyłach i skutecznie zniechęcić do wyjazdu. W ciągu naszych trzytygodniowych wakacji do Tajlandii i Kambodży przetrwaliśmy z Matyldą siedem lotów. Wszystkie były zaskakująco idealne jeśli chodzi o zachowanie i samopoczucie naszego 11-miesięcznego dziecka. Naprawdę! A była to jej pierwsza przygoda z samolotem 🙂 Oczywiście warto pamiętać, że każde dziecko jest inne i to, co sprawdziło się u nas czy jakiegokolwiek innego rodzica niekoniecznie będzie trafione w przypadku innych osób. Ale każdy pomysł, który może uprzyjemnić Wam lot z niemowlakiem jest na wagę złota.

1. Cierpliwość i wewnętrzny spokój

Uwierzcie mi, że spokój i opanowanie rodziców to już duża część sukcesu! Tak samo dla mnie, jak i dla Klaudii lot oprócz tego, że wiąże się z ekscytacją nadchodzącą przygodą jest też źródłem niezbyt wyjaśnionego stresu. Sam nie wiem dlaczego. Tak po prostu. Zanim pierwszy raz wsiedliśmy do samolotu z Matyldą trochę dyskutowaliśmy na temat tego, że nasz niepokój nie będzie dla niej specjalnie budujący i w związku z tym musimy trzymać nasze nerwy na wodzy. 😉

Tak też zrobiliśmy i ewidentnie przyniosło to pozytywne rezultaty. Nawet jeśli zdarzyło Ci się zapomnieć szczoteczki do zębów, ulubionej bluzy czy dodatkowej pary skarpetek, a dziecko już na lotnisku wysmarowało Ci spodnie jogurtem – szkoda nerwów! Wrzuć na luz i nie dokładaj całej rodzince stresów 😉 Siedząc już w samolocie, tuż przed startem z lotniska w Balicach zajęliśmy się takimi błachostkami jak oglądanie gazety, książeczki i dokształcanie się w zasadach ewakuacji w razie awaryjnego lądowania 😀 Matylda była zachwycona i ku naszemu zaskoczeniu jak tylko samolot ruszył na pas startowy, mała bestia dostała od mamy pierś i zasnęła w najlepsze. I tak wyglądał KAŻDY kolejny lot!

Wyższy poziom relaksu 😀

 

2. Czas na lotnisku

Przede wszystkim daj się dziecku wybrykać! Może będzie jakiś ciekawy kącik dla dzieci, a może będzie musiała wystarczyć lotniskowa podłoga. W każdym razie zmęczone dziecko to dość duża szansa na spokojny, przespany lot 😀 Ale uwaga! My raz przegięliśmy w drugą stronę i mam wrażenie, że dostarczyliśmy Matysi za dużo wrażeń przed lotem. Efekt? Ze zmęczenia i nadmiaru bodźców była rozdrażniona i marudna. Całe szczęście szum silników rozwiązał sprawę bardzo szybko.

Bardzo często na lotniskach na podróżujących z dzieckiem czeka dużo przywilejów – pierwszeństwo w kolejce do odprawy, kontroli paszportowej czy przy wejściu na pokład. Korzystajcie z tego! Nie zgrywajcie superniezależnych i samowystarczalnych bohaterów, bo to naprawdę żadna ujma na honorze przejść z dzieckiem na początek kolejki 🙂 Nas to ratowało praktycznie za każdym razem. Dziecko nie rozumie dlaczego ktoś zmusza je do czekania w kilometrowej kolejce, w jednym miejscu bez atrakcji. Czasem lepiej jest skorzystać z przysługującego pierwszeństwa i cieszyć się po drugiej stronie z radosnego, hasającego dzieciaka. Sami wiecie jak łatwo jest przekroczyć cienką granicę cierpliwości malucha 😉 A już w ogóle wsparcie i pomoc ze strony obsługi lotnisk w Azji była dla nas totalnym zaskoczeniem! Inny wymiar życzliwości 🙂

Jeszcze jedna mała uwaga. Zdarza się, że przychodzi czas na boarding, a Wasze dziecko bawi się w najlepsze plastikowym kubeczkiem. Nie przerywajcie mu tego emocjonującego zajęcia tylko dlatego żeby przejść przodem. Idźcie na końcu, na pewno zdążycie!

Kącik zabaw na lotnisku w Kijowie-Boryspolu

 

 

3. Start i lądowanie

Chodzi mi tu przede wszystkim o zmianę ciśnienia, która następuje przy starcie i wznoszeniu się samolotu oraz przy lądowaniu. Pewnie znacie nieprzyjemne uczucie zatkanych uszu, szumu, albo w najgorszym wypadku bólu ucha. Zdarza się. Chociaż nasza znajoma lekarka podkreśla, że większe ryzyko takiego obrotu sprawy jest w momencie infekcji lub tuż po niej. W związku z tym katar z pewnością nie pomoże. Tak samo jest w przypadku dzieci, a już w ogóle lecąc z niemowlęciem może to stanowić duży problem. Maluchowi nie wytłumaczysz, że ma przełykać ślinę lub ziewać. Dlatego trzeba to poniekąd sprowokować.

Najlepsza z najlepszych sytuacji jest wtedy, gdy mama karmi jeszcze piersią swoje dziecko. Wtedy sprawa jest banalnie prosta – przy starcie i lądowaniu pierś. Tak było w naszym przypadku i sprawdziło się rewelacyjnie. Nie dość, że karmienie zmuszało Matyldę do przełykania to jeszcze bliskość mamy skutecznie ją wyciszała. Natomiast dzieciom niekarmionym piersią śmiało można podać np. mleko w butelce. Nasi znajomi tak właśnie robią i potwierdzają, że działa! 🙂 Zapinamy specjalny pas dla dziecka podróżującego na kolanach, mleczko, przytulanie i do spania.

4. Jedzenie

Dla nas to stanowiło chyba największy, logistyczny problem. Co zabrać do samolotu, zwłaszcza na długi lot? Lot z Kijowa do Bangkoku trwał ponad 9 godzin. Powrotny był chyba dłuższy o godzinę. Nam przysługiwał ciepły posiłek, ale dla Matyldy musieliśmy przygotować coś na własną rękę. Stwierdziliśmy, że przede wszystkim musi to być coś maksymalnie pożywnego, niebrudzącego i najlepiej niesłodkiego. Chcieliśmy uniknąć potencjalnych mdłości czy też kumulacji energii z cukru :D. Jeżeli niemowlę jada i lubi słoiczki to myślę, że to dobre i bezpieczne rozwiązanie na podróż samolotem. Ale jeśli tak jak nasza wybredna bestia raczej ich nie jada to trzeba już nieco pokombinować.

W związku z tym, że po krótkim locie z Krakowa do Kijowa czekało nas 12 godzin szwędania się po mieście, a następnie 9 godzin lotu przygotowaliśmy się porządnie! Polecam wszelkiego rodzaju muffiny (my zrobiliśmy warzywne), placuszki (u nas twarożkowe z bananem), gotowane warzywa, makaron świderki, chleb, wafle ryżowe lub chrupki kukurydziane (jeśli dziecko jada), jogurt, owoce. Możliwości jest mnóstwo i warto zabrać ze sobą coś, co Wasze dziecko z miłą chęcią i apetytem zje 🙂

 

Placuszki i ukochana fasolka 😉

5. Sen

Na długich trasach KONIECZNIE zarezerwujcie wcześniej specjalną kołyskę dla niemowląt. Najlepiej skontaktować się z przewoźnikiem jakiś czas przed podróżą, żeby byli w stanie wybrać dla Was odpowiednie miejsca w samolocie. Poza tym zawsze może zdarzyć się, że leci więcej niemowląt niż jest kołysek dlatego warto zadbać o to wcześniej. Oprócz tego, że jest to doskonały wynalazek dla dziecka to montowana jest ona w rzędach z większą przestrzenią na nogi. Nie muszę Was przekonywać, że w niektórych samolotach to jak wygrana na loterii ;D W takim łóżeczku dziecko może sobie smacznie spać, a my nie musimy martwić się, że nasze kończyny zostaną amputowane po kilkugodzinnym trzymaniu małego, śpiącego pulpeta na sobie. W przypadku turbulencji załoga z pewnością poprosi o zabranie dziecka na kolana i przypięcie go pasem, ale nam się to nie przytrafiło.

Jeszcze jedna dobra rada jeśli chodzi o loty długodystansowe. Lecieliśmy raz w nocy i raz w dzień. Zdecydowanie polecamy latanie z dzieckiem w nocy! Matylda przespała praktycznie cały lot, zjadła śniadanie i drzemała dalej. Mam wrażenie, że samolot był dla niej jak duży miś-szumiś i silniki naprawdę dały radę 😉 W dzień było już nieco trudniej, bo ucięła sobie tylko dwie krótkie drzemki. Pozostałe 9 godzin musieliśmy zająć jej zabawą, jedzeniem i różnymi dziwnymi atrakcjami (co też nie było wcale takie złe). Ale jeżeli macie wybór – latajcie nocnymi kursami!

Kołyska niemowlęca w samolocie linii UIA

 

6. Zabawa

Szczerze mówiąc tutaj królowała u nas jedna wielka improwizacja. Warto zabrać dla dziecka jakąś nową zabawkę, książeczkę – coś co zainteresuje na dłużej. My taką właśnie mieliśmy w zanadrzu i uratowała nas w małym kryzysie w czasie krótkiego lotu po Azji. Oprócz tego zabraliśmy kilka ulubionych, zajmujących zabawek, ale szczerze mówiąc okazały się one niczym w porównaniu z oparciem fotela, gazetami linii lotniczych, papierowym kubeczkiem, łyżeczką i największym HITEM – słuchawkami rozdawanymi przez załogę. HIT, HIT, HIT. Ogólnie rzecz biorąc mam wrażenie, że nie ma sensu zabierać ze sobą połowy domu, bo to i tak będzie mniej atrakcyjne od „nielegalnych” aktywności i przedmiotów :D. Mój wniosek jest taki – wyluzuj i daj dziecku eksplorować otaczający świat, a z pewnością wszyscy zyskacie!

 

Jedna z bardziej profesjonalnych zabawek Matyldy 😉

 

 

Plus latania w dzień

 

Zmiana klimatu i stref czasowych

Kolejną popularną wśród rodziców obawą jest to, jak niemowlak poradzi sobie ze zmianą klimatu i stref czasowych. Czy lecąc z jesiennej lub zimowej Polski do upalnej Azji dziecko nie będzie miało zbyt dużych problemów z adaptacją? Czy przesunięcie zegara o kilka godzin nie sprawi, że dziecku totalnie pomiesza się dzień z nocą? Ale po kolei…

1. Upał

Do Tajlandii i Kambodży wybraliśmy się w październiku. W zasadzie trwała jeszcze pora deszczowa, temperatury sięgały 35 stopni, a wilgotność powietrza była ogromna. W Kambodży było jeszcze cieplej i wilgotniej. Ogólnie dla niektórych z Was nie brzmi zachęcająco, prawda? Zwłaszcza „pora deszczowa”. Mały offtop dla osób, które się wahają czy to dobry pomysł, żeby wybrać się do Tajlandii/Kambodży w porze deszczowej. Moim zdaniem to zawsze dobry pomysł! Pogoda może jest ciut bardziej nieprzewidywalna. Mogą zdarzyć się ulewne deszcze czy pochmurne niebo. Ale dla pocieszenia i zachęty powiem Wam, że podczas naszego trzytygodniowego wypadu padało 3 razy w Tajlandii (głównie wieczorem lub w nocy) i raz złapał nas mały deszcz podczas jazdy tuk tukiem w Kambodży. Poza tym Azja jest duża i jest gdzie uciekać 😀

Jak sobie radzić z tym upałem?

Ale wracając do tematu upału i niemowląt. Sami obawialiśmy się czy ten klimat będzie dla Matyldy odpowiedni i czy nie wykończymy jej wysokimi temperaturami i wilgocią w powietrzu. Czasem widzieliśmy, że naprawdę jest jej gorąco, ale mega dzielnie znosiła upał i o dziwo doskonale się bawiła. Podczas gdy my mieliśmy wrażenie, że to już koniec naszego żywota, bo zagotowała nam się krew i wszystkie wnętrzności, Matylda śmiała się w najlepsze i zaczepiała każdego napotkanego człowieka. No cóż, dzieci to więksi twardziele niż nam się wydaje 😉 Jednak, żeby upał był dla dziecka znośny, a słońce bezpieczne, powinniśmy zadbać o kilka szczegółów. Przede wszystkim pilnować, żeby dziecko DUŻO PIŁO – najlepiej wody, ale nasza Matylda nie pogardziła również wodą z młodego kokosa (bardzo orzeźwiająca bomba witaminowa!). Zwracajcie na to szczególną uwagę, bo prawidłowe nawodnienie organizmu to nie tylko dobre samopoczucie, ale też niezbędny element utrzymania się w dobrej kondycji zdrowotnej.

Używajcie kremów z filtrem UV i zabierzcie ze sobą sprawdzony specyfik (najlepiej SPF 50) dla dziecka! Nawet słońce za chmurką potrafi w Azij płatać figle. Smarujcie dziecko często i koniecznie po każdym wyjściu z wody. Owoce, owoce i jeszcze raz owoce – azjatyckie kraje to naprawdę raj dla miłośników tych darów natury. Każde dziecko znajdzie tam swój ulubiony, który będzie lekką i orzeźwiającą przekąską.

Co poza tym?

Jeżeli to możliwe wybierajcie ścieżki do spacerów w cieniu, a jeśli zabieracie ze sobą wózek to zastanówcie się również nad zabraniem parasolki. My nie mieliśmy i żałujemy. Oczywiście nakrycie głowy – u nas sprawdziła się lekka, bambusowa chusteczka z Samiboo. Zabierzcie więcej niż jedną – u nas wcięło gdzieś podczas wyjazdu dwie 😉 Jeszcze jedna ważna rzecz dotycząca ubioru – nie bójcie się zakładać dziecku lekkich i przewiewnych bluzek z długim rękawem i długich spodni. W Kambodży było tak gorąco i słonecznie, że był to jedyny skuteczny sposób na osłonięcie Matyldy. Sami zresztą też się tak ubieraliśmy.

Oprócz tego my bardzo często spacerując po Chiang Mai czy Bangkoku szukaliśmy chwili spokoju i wytchnienia w świątyniach – Matylda po kilkunastu minutach była zregenerowana i gotowa do dalszej drogi. Naprawdę warto tam wstąpić, bo jest chłodno, a ludzie przychylnie patrzą na odpoczywające dziecko. Zahaczcie również o miejskie parki i wyskoczcie na wycieczkę za miasto, a jeżeli w hotelu macie basen – koniecznie korzystajcie z jego uroków. No i to co nas ratowało podczas buntu Matyldy na wodę – karmienie piersią. Dobre o każdej porze, bezpieczne i powszechnie akceptowane w krajach azjatyckich 🙂

Niezastąpiony młody kokos

 

Chwila wytchnienia w świątyni w Chiang Mai

 

Park Nong Buak w Chiang Mai

 

 

 

 

Doskonała koszula na upał w Kambodży

 

Tajna broń 😉

 

2. Jet lag

Tym zjawiskiem jakoś specjalnie się nie przejmowaliśmy. W końcu przesunięcie czasu o 5 godzin nie wydaje się jakieś ekstremalnie drastyczne. I tu dokładnie nas natura zaskoczyła! Na jet lag, czyli zespół nagłej zmiany strefy czasowej składa się szereg objawów takich jak zaburzenia snu, poczucie skrajnego zmęczenia, ból głowy czy też problemy żołądkowo-jelitowe. To tak w skrócie. Teoretycznie gorzej znosi się podróż na wschód (skracanie doby) niż na zachód (wydłużanie doby). Czyli w przypadku podróży z Polski do Azji jet lag powinien być mocniej odczuwalny niż przy powrocie do domu. Ale jak można się spodziewać samo wystąpienie tego zespołu i jego siła musi być także uwarunkowana indywidualnie.

Jak było u Matyldy?

Po przylocie do Tajlandii przez 3-4 dni BAAAARDZO dużo spała, a drzemki były zdecydowanie dłuższe niż w domu. Przez pierwsze dwa dni w Bangkoku przesypiała w ciągu dnia kilka godzin (najczęściej podczas spacerów w wózku). W nocy to samo. Spała jak zabita 🙂 Osobiście wiązałbym to również z upałem i myślę, że to był po prostu jej sposób na adaptację do nowych warunków. My w to nie ingerowaliśmy i daliśmy jej radzić sobie po swojemu i uważam, że to była dobra decyzja. Mądra bestia 😉 Zaskakujący był jednak powrót do Polski, który Matylda (a co za tym idzie również my…) zniosła zdecydowanie gorzej. Przez tydzień padała nam około godziny 17:00, a budziła się koło 4:00/4:30. Tutaj trochę zainterweniowaliśmy i po 2-3 dniach pomału przesuwaliśmy jej godziny nocnego zasypiania. Po tygodniu wszystko wróciło do normy 🙂

Jednak, aby zmniejszyć dotkliwość owego jet lagu już podczas lotu nie zapominajcie o przyjmowaniu dużej ilości płynów (i nie mówię tu o alkoholu czy kawie, ale najlepiej o zwykłej wodzie :D), spożywanie lekkich posiłków, kilkugodzinny sen jeżeli lecicie w nocy, a na miejscu w miarę szybkie dostosowanie się do warunków czasowych. Nie taki jet lag straszny jak go malują, ale miejcie świadomość jego istnienia 🙂

Jak radzić sobie z jet lagiem? 😀

 

No i dobrnęliśmy do końca pierwszej części mojego wpisu. W części drugiej dalej pobawimy się w zaklinanie rzeczywistości i obalanie mitów. Mam nadzieję, że chociaż jedna zbłąkana i przestraszona dusza znajdzie ukojenie i wyjedzie na wakacje życia ze swoim maluchem!

Jeżeli podobał Ci się mój artykuł zostaw lajka na Facebook’u i śledź naszą rodzinkę na Instagramie! Dzięki!

Śledź nas i polub:
Follow by Email
Facebook
Facebook
Instagram

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.