Styl życia

Domowe ZOO, czyli nowy członek w naszym stadzie.

Dziecko i zwierzęta w domu – tak czy nie?

Jest słoneczne, marcowe popołudnie. Mamy to szczęście, że mieszkamy w domu na wsi – co prawda jeszcze własnego się nie dorobiliśmy, ale może już wkrótce… Korzystając z pogody postanowiłem wyciągnąć do ogrodu moją narzeczoną i naszą maleńką Matyldę. W takich chwilach warto łapać każdy promyk słońca i uzupełniać cenną witaminę D3. Matysia postanowiła być niezwykle łaskawa i po krótkim spacerku i wygłupach z psami zasnęła zadowolona w swoim wózku. A rodzice? Sączyliśmy domową lemoniadę niczym egzotyczne drinki na Ibizie wygrzewając nasze zmęczone zimą kości. I właśnie wtedy pomyślałem sobie, że to będzie idealny dzień na zapoznanie Matyldy z trochę większymi członkami naszej bandy – kucykami! Tak, tak… nasze stadko jest bardzo liczne! Dla nas dziecko i zwierzęta to najlepsze połączenie.

Obydwa nasze psy trafiły do nas przypadkiem. Foxterriera Pako znalazłem w lesie i niestety nie znam jego wcześniejszej historii. Niemniej jednak pojawił się w naszym życiu z całym bagażem swoich psich doświadczeń. Po jakimś czasie dołączył do nas schroniskowy kundelek Alf. Chłopaki od początku się zakumplowały i znalazły wspólny język. Stworzyły… idealną psią sforę – tak to się nazywa? Dwa różne charaktery i pomysły na życie, ale jeden dom i właściciele. I nagle w tym całym uporządkowanym psim życiu pojawiła się nasza mała córeczka. I tu dochodzimy do sedna. Jak to naprawdę jest z tymi zwierzakami i dzieciakami? Czy jest się czego obawiać? Jak pogodzić wszystkie żywe istoty zamieszkujące nasz dom? 😉

ZWIERZĘCY TEMPERAMENT

Gdy tylko dowiedzieliśmy się o ciąży, żadne z nas nie myślało jak w tym wszystkim odnajdą się nasze psy. O konie się nie obawialiśmy – w końcu nie mieszkają z nami pod jednym dachem 😉 Obydwa nasze czworonogi są temperamentne – Pako jako pies myśliwski niejednokrotnie przyprawił nas o szybsze bicie serca i niemałe rachunki przynosząc do ogrodu żywy (a właściwie martwy!) inwentarz okolicznych gospodarzy. Natomiast Alf – chodzące, psie ADHD nie potrafi usiedzieć na miejscu nawet minuty. Dodatkowo nie da się ukryć, że w całej swojej wdzięczności za przerwanie jego schroniskowej niedoli, jest w nas zakochany po uszy i zawsze musi być w centrum zainteresowania.

Nic więc dziwnego, że w ostatnich tygodniach ciąży nadeszły obawy i burzliwe dyskusje na temat tego, jak na nowego członka rodziny zareagują psy. Rozumiecie skąd to się wzięło – mamy w domu psiego terminatora, dla którego mniejsza istota to żaden problem oraz chorobliwie zakochanego w nas strażnika domowego ogniska, który za punkt honoru wziął sobie obronę nas przed obcymi pojawiającymi się w zasięgu.

Oczywiście im bliżej rozwiązania tym więcej „dobrych” rad dookoła – „a zbudowalibyście im budę, na łańcuch i na zewnątrz” i tym podobne. Byli nawet tacy, którzy sugerowali nam, że najlepszym wyjściem będzie pozbycie się psów i znalezienie im nowego domu. Oczywiście od początku nie wchodziło to dla nas w grę, ale zasiało w nas bardzo dużo wątpliwości – czy faktycznie może być aż tak źle?

Co się okazało?

Z naszego doświadczenia możemy Wam już odpowiedzieć na to pytanie – NIE JEST TAK ŹLE! Oczywiście bardzo wiele zależy od temperamentu zwierzęcia – kota, psa, kanarka, chomika czy tygrysa 😉 W przypadku czworonogów o łagodnym usposobieniu, które miały już wcześniej styczność z dziećmi, nie ma aż tak wielkiego problemu. Schody zaczynają się w przypadku zwierzaków, których charakterki należą do tych raczej trudniejszych oraz w momencie, gdy nasz pupil nigdy nie widział na oczy tak małego człowieka. Ale pamiętajcie, że żyjemy w czasach, w których na każdym kroku możemy uzyskać pomoc od innych, bardziej doświadczonych osób, np. behawiorystów, których wiedza może okazać się zbawienna.

Alf 🙂

 

Pako 😉

 

WIELKI DZIEŃ

Nareszcie nadszedł dzień, w którym moje dziewczyny wyszły ze szpitala i trzeba było zmierzyć się z psim wyzwaniem ostatecznie. Wspólnie z narzeczoną poszperaliśmy trochę w internecie, poczytaliśmy parę mądrych książek i zdecydowaliśmy, że dobrym pomysłem będzie jeżeli nowo przybywający członek naszego „stada” przyniesie zwierzakom mały upominek (podobno w przypadku rodzeństwa też skuteczne! ;)). Były to smakowite psie kiełbachy z górnej półki, którymi normalnie nie rozpieszczamy naszych psów. I szczerze? Na pewno im smakowało, ale czy było skuteczne? To pytanie musielibyście zadać naszym psom… Jeżeli chodzi o ich reakcje na noworodka to bardzo nas zaskoczyły totalną olewką – nie zwracały uwagi na nasze maleństwo przez dobrych kilka dni.

Mądrzejsi o wyczytane informacje chcieliśmy zapewnić psom takie samo zainteresowanie jak do tej pory. Niestety tutaj trochę polegliśmy. Ponieważ to nasze pierwsze dziecko, opieka nad nim całkowicie nas pochłonęła i przez to Pako i Alf odsunęły się od nas i wycofały z życia rodzinnego. Większość czasu zaczęły spędzać razem, z dnia na dzień oddalając się od nas coraz bardziej. Całe szczęście po kilku dniach ocknęliśmy się i postanowiliśmy to naprawić. I tutaj cenna rada dla Was – drodzy Czytelnicy! Jeżeli niebawem będziecie w takiej sytuacji – nie popełniajcie tego błędu co my i okażcie zwierzakowi zainteresowanie, którego potrzebuje. Na pewno odwdzięczy się zarówno Wam, jak i maleństwu. A już na pewno nie rozważajcie opcji pozbycia się pupila – naprawdę ze wszystkim można sobie poradzić!

To była naprawdę miłość od pierwszego wejrzenia! 😉

 

BEZCENNE DOŚWIADCZENIA

Po wyprostowaniu naszych relacji z psami zaobserwowaliśmy ogromny postęp w ich nastawieniu w stosunku do Matyldy. Parterowe zabawy na macie stały się atrakcją zarówno dla czworonogów, jak i dla maleństwa. Nasza niespełna pięciomiesięczna córeczka mega uważnie przyglądała się psim zabawom i vice versa 😉 Zaczęły się wspólne drzemki i wygłupy (oczywiście zawsze pod naszym czujnym okiem!). Uwierzcie – aż serce rośnie obserwując niemowlę, które śmieje się w głos z psich zapasów! Mamy nadzieję, że Matylda z miesiąca na miesiąc będzie miała coraz lepszych i wierniejszych kompanów do zabawy.

Osobiście uważam, że kontakt dziecka ze zwierzętami jest bezcennym doświadczeniem i ogromną motywacją do rozwoju. Przykładowo, córka znajomych zawdzięcza psu swoje początki raczkowania – ot tak ruszyła po raz pierwszy na bliskie spotkanie ze zwierzakiem.

A co mówią eksperci?

Jeżeli moje skromne zdanie Was nie przekonuje, przytoczę może kilka wymienianych przez psychologów, niepodważalnych korzyści jakie niesie za sobą kontakt dziecka i zwierzaka. Zwierzęta są wspaniałymi nauczycielami empatii, odpowiedzialności i samodzielności. Codzienne przebywanie w ich towarzystwie pozytywnie wpływa na rozwój motoryczny dziecka i na budowę jego odporności, a czworonogi są świetną motywacją do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Myślę, że w przypadku Matyldy tak właśnie się stanie i już teraz jestem pewien, że nawiązała się między nimi przyjaźń i nie muszę obawiać się o jej bezpieczeństwo. A do tego wszystkiego, głęboko wierzę w to, że psy zapewniając rozrywkę naszej córeczce podarują nam kilka cennych chwil na ogarnięcie domu czy wypicie ciepłej kawy (sami wiecie jak to jest przy małym dziecku…) 😉

Jest jeszcze jeden, na pozór mniej pozytywny aspekt posiadania zwierząt – wszędobylska, latająca, klejąca się do obślinionych rączek dziecka, często po kryjomu zjadana – SIERŚĆ. No cóż, może trzeba się trochę częściej nagimnastykować z odkurzaczem, ale chyba już nie muszę Was przekonywać, że warto! A zresztą… maluch, który przypadkowo wchłonie kilka psich włosów na pewno wzbogaci swoją florę bakteryjną 😉

A Wy – jakie macie doświadczenia? A może zabawne historie ze zwierzakami i maluchami w roli głównej? Dajcie znać!

A tu mała aktualizacja – wielka miłość w Tajlandii ;D
Śledź nas i polub:
Follow by Email
Facebook
Facebook
Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.